W ostatnim artykule opisywałem pomysł Ministerstwa Sprawiedliwości na ograniczenie odpowiedzialności małżonków tych upadłych, którzy prowadzili wcześniej działalność gospodarczą. Wskazałem także swoje zastrzeżenia do proponowanych uregulowań.

Kontynuując temat, ze swojej strony uważam, że kwestia rozdzielności majątkowej upadłego i jego małżonka winna zostać uregulowana następująco:

1./ W przypadku gdy na dzień upadłości jednego z małżonków istnieje pomiędzy nimi wspólność majątkowa – obowiązują zasady dotychczasowe, tj. wskutek ogłoszenia upadłości powstaje rozdzielność majątkowa, a cały majątek wspólny wchodzi do masy upadłości.

2./ Rozważyć należy, moim zdaniem, rozszerzenie zawartego w art. 125 ust. 5 PU katalogu przedmiotów, które nie wchodzą do masy upadłości (zostają u drugiego małżonka). Zastanowiłbym się, czy nie włączyć tu np. drobnych przedmiotów codziennego użytku, jeżeli małżonkowie prowadzą wspólne gospodarstwo domowe. W praktyce syndyk i tak ze sprzedaży tych przedmiotów uzyskuje niewiele lub zgoła nic, a taka sprzedaż zawsze wiąże się z kosztami.

Zmiana ta ma uzasadnienie z racji odmienności pomiędzy egzekucją komorniczą, a „egzekucją przez upadłość”. W przypadku egzekucji komorniczej komornik (w uproszczeniu) zajmuje majątek wspólny, tylko jeżeli dług powstał za zgodą drugiego małżonka lub w związku z działalnością przedsiębiorstwa dłużnika. Natomiast w przypadku upadłości konsumenckiej – jak napisałem wyżej – majątek wspólny jest zajmowany przez syndyka bez konieczności spełnienia dodatkowych warunków.

3./ Rozdzielność uczyniona w ciągu roku przed złożeniem wniosku jest bezskuteczna wobec masy upadłości.

4./ Ustanowienie rozdzielności majątkowej u notariusza jest bezskuteczne, jeżeli nastąpiło w ciągu roku przed dniem złożenia wniosku. Obecnie są to dwa lata przed złożeniem wniosku – moim zdaniem jest to termin zbyt długi.

5./ Powyższe zasady proponuję uzupełnić o następujące rozwiązanie:

Sędzia-komisarz na wniosek małżonka upadłego, byłego małżonka upadłego lub syndyka uznaje, że ustanowienie rozdzielności majątkowej na podstawie orzeczenia sądu lub umowy majątkowej jest skuteczne wobec masy upadłości, jeżeli rozdzielność ta nie doprowadza do rażącego pokrzywdzenia wierzycieli, a wnioskodawca nie wiedział o okolicznościach uzasadniających ogłoszenie upadłości.

Regulację powyższą stosuje się odpowiednio także do sytuacji, gdy rozdzielność majątkowa powstała z mocy prawa w wyniku rozwodu, separacji albo ubezwłasnowolnienia jednego z małżonków, a także do sytuacji, gdy w wyniku umowy majątkowej ograniczono wspólność majątkową.

Dlaczego tak? Szukając rozwiązania, trzeba znaleźć kompromis pomiędzy dwiema sprzecznymi wartościami.

Z jednej strony chodzi o interes byłego lub obecnego małżonka upadłego, który w pewnych sytuacjach nie powinien odpowiadać swoim majątkiem za długi upadłego.  Z drugiej strony ważne jest – jak pisałem wcześniej – jak najszybsze zakończenie każdego postępowania upadłościowego.

Zaproponowana przez Ministerstwo możliwość wszczynania odrębnego procesu cywilnego w przedmiocie skuteczności rozdzielności majątkowej skutkować będzie faktycznym zawieszeniem upadłości aż do czasu rozstrzygnięcia tego procesu.

Sprawy tego rodzaju da się rozstrzygnąć możliwie najszybciej tylko w sądach upadłościowych, z racji tego, że rozstrzygać będą sędziowie-komisarze mający szczegółową wiedzę odnośnie przebiegu danego postępowania, a także sytuacji upadłego.

Mam świadomość tego, że omawiane rozwiązanie zwiększy ilość spraw w sądach upadłościowych, ale powtarzam po raz kolejny – problemów tych sądów nie da się rozwiązać poprzez nowelizacje przepisów, a jedynie przez zmiany w logistyce pracy sądów i sędziów. Ten temat wymagałby jednak osobnego omówienia.

Jak również napisałem w poprzednim artykule, ustanowienie rozdzielności majątkowej wiąże się zazwyczaj z podziałem majątku dorobkowego. Wskutek podziału następuje zazwyczaj uszczuplenie przyszłej masy upadłości, co pośrednio skutkuje pokrzywdzeniem wierzycieli upadłego. Konieczne jest więc wprowadzenie innego kryterium, niż brak pokrzywdzenia wierzycieli. Kryterium to siłą rzeczy musi mieć charakter ocenny, bowiem sytuacja każdego upadłego jest jedyna w swoim rodzaju.

Rozważałem także kryterium polegające na ocenie, czy „rozdzielność nie prowadzi do nadmiernego uprzywilejowania małżonka kosztem pozostałych wierzycieli upadłego”. Jednak stopień takiego uprzywilejowania dałoby się ocenić dopiero na etapie spłaty wierzycieli przez syndyka, a do tej spłaty mogłoby dojść … dopiero po ustaleniu czy syndyk ma respektować rozdzielność, czy też nie. Istna kwadratura koła. Dlatego też wydaje mi się, że kryterium „rażącego pokrzywdzenia wierzycieli” lepiej spełniłoby swoje zadanie.

Oczywiście sędzia-komisarz musiałby każdorazowo ocenić, czy w danym przypadku dochodzi do pokrzywdzenia wierzycieli, a zwłaszcza czy stopień tego pokrzywdzenia ma charakter rażący.

Zastanawiam się także nad następującym „wentylem bezpieczeństwa”:

„Sędzia-komisarz może uznać, że ustanowienie rozdzielności majątkowej (…) jest skuteczne wobec masy upadłości, jeżeli małżonek upadłego lub były małżonek upadłego wykaże, że nie wiedział o okolicznościach uzasadniających ogłoszenie upadłości.”

Takie rozwiązanie byłoby jednak chyba zbyt daleko idące. Ciekaw jestem zresztą Waszych opinii na ten temat.

W opisanym powyżej pomyśle sporo rzeczy wymaga dopracowania od strony ściśle prawnej, ale myślę, że na dziś wystarczy już tej zabawy w legislatora.

Prace nad zmianami w zasadach upadłości konsumenckiej nadal trwają. Jak wynika z artykułu w „Rzeczpospolitej”, rozważana jest obecnie kwestia odpowiedzialności małżonków tych osób, które prowadziły wcześniej działalność gospodarczą.

Jak jest obecnie? Po ogłoszeniu upadłości jednego z małżonków, ich majątek wspólny – zazwyczaj największa część dorobku życiowego – zostaje zajęty i sprzedany przez syndyka.

Co ważne, upadłość może niejako anulować ustanowioną wcześniej rozdzielność majątkową – jeżeli (w uproszczeniu) rozdzielność majątkowa powstała w ciągu roku przed wystąpieniem z wnioskiem o ogłoszenie upadłości. Nawet w wyniku rozwodu. Może zatem dojść do sytuacji, w której rozwiedziony małżonek będzie nadal odpowiadał za długi byłego męża/żony.

Obecnie rozważany jest pomysł, by małżonek bankrutującego przedsiębiorcy mógł żądać sądowego stwierdzenia, że jego rozdzielność majątkowa zwalnia go z długów współmałżonka – przy czym warunkiem ma być, by:

– pokrzywdzony małżonek nie wiedział o kłopotach prowadzących do upadłości

– a jednocześnie ta rozdzielność nie doprowadza do pokrzywdzenia wierzycieli.

Co sądzę o tym pomyśle?

Po pierwsze, samo zagadnienie jest warte uwagi. Problem pokrzywdzenia drugiego małżonka jest sygnalizowany nie od dziś. Obecne zasady – opisane powyżej – premiują wierzycieli kosztem małżonka. Ma to swoje uzasadnienie. Małżonkowie zazwyczaj wspólnie korzystają z tego, co tylko jedno z nich wypracuje. Powinni zatem wspólnie ponosić ciężary związane z użytkowanym wspólnie majątkiem. Można się jednak zastanawiać, czy obecne reguły powinny obowiązywać w każdym przypadku, bez żadnych wyjątków.

Po drugie, istnieje jednak poważne ryzyko, że proponowane rozwiązanie będzie czysto abstrakcyjne. Przy opisanych założeniach nie da się z niego skorzystać w praktyce, chyba że wartość wspólnego majątku była niewielka. Kluczowe znaczenie ma to, jak zostanie sformułowany drugi z powołanych warunków – tj. kwestia, czy rozdzielność nie doprowadza do pokrzywdzenia wierzycieli.

Samo ustanowienie rozdzielności nie wiąże się z pokrzywdzeniem wierzycieli. Istotny jest dokonywany później podział majątku dorobkowego. Małżonkowie posiadany majątek mogą podzielić między siebie w sposób dowolny.

Jeżeli całość przejmie ten małżonek, który później ogłasza upadłość – nie będzie żadnego problemu, ponieważ całość tego majątku zostanie w trakcie upadłości przeznaczona na spłatę długów. Ale przecież taki podział jest rzadkością. Zasadniczo zawsze przyszły upadły rezygnuje z jakiejś części wspólnego majątku na rzecz swojego małżonka. Jak więc taki podział może nie prowadzić do pokrzywdzenia wierzycieli? Zawsze doprowadza. Dlatego tak istotna będzie dokładna treść nowych przepisów. Czy będzie krzywdzący dla wierzycieli taki podział, w którym każdy z małżonków zatrzymuje połowę wspólnego majątku?

W praktyce problematyczne będzie też zapewne wykazanie, że pokrzywdzony małżonek nie wiedział o kłopotach prowadzących do upadłości. Takir sytuacje z pewnością występują (np. w przypadku małżeństw żyjących w faktycznej separacji), ale pamiętajmy, że to małżonek powołujący się na rozdzielność majątkową, będzie musiał udowodnić swój brak wiedzy. Z założenia sąd będzie domniemywał, że małżonkowie o takich życiowych kłopotach rozmawiają.

Po trzecie, proponowane przez Ministerstwo rozwiązanie w sposób drastyczny przedłuży postępowanie upadłościowe. Nie będzie mogło się ono zakończyć do czasu zakończenia procesu (klasycznego procesu sądowego, z rozprawą, świadkami, biegłymi) ustalającego, czy małżonek upadłego wskutek ustanowionej rozdzielności nie odpowiada swoim już majątkiem za długi męża lub żony. Syndyk musi przecież wiedzieć, co ma w masie upadłości i co może sprzedać, żeby spłacić wierzycieli.

A przecież cel reformy jest dokładnie odwrotny. Upadłość konsumencka ma być szybka i masowa.

O tym, co z tym zrobić, napiszę w kolejnym poście.

Czy pamiętacie ten artykuł? Napisałem w nim, że moim zdaniem w przyszłości możliwe są zmiany, które będą miały na celu ograniczenie dostępu do upadłości konsumenckich.

Wygląda na to, że się myliłem. A może w Ministerstwie Sprawiedliwości czytają tego bloga?

Na międzynarodowej konferencji naukowej, która odbyła się na początku tego tygodnia, sędzia prof. Anna Hrycaj i mec. Karol Tatara zaprezentowali założenia zmian w przepisach dotyczących upadłości konsumentów – w tym również osób, które bez powodzenia prowadziły wcześniej działalność gospodarczą i chciałyby starać się o umorzenie długów.

Czego się dowiedzieliśmy? Zmian ma być sporo i to ważnych.

Po pierwsze, warunki upadłości zostaną jeszcze bardziej złagodzone.

Sąd nie będzie już sprawdzał, czy dłużnik wpadł w spiralę długów „umyślnie” lub wskutek „rażącego niedbalstwa”. Takie osoby też będą mogły – najprawdopodobniej raz na 10 lat – ogłosić upadłość konsumencką.

Barierą do ogłoszenia upadłości konsumenckiej będą:

– prawomocne orzeczenie przez sąd zakazu prowadzenia działalności gospodarczej

–  prawomocny wyrok skazujący dłużnika za przestępstwa „gospodarcze” (pozbywanie się majątku, spłata wybranych wierzycieli kosztem innych itp.)

– prawomocny wyrok z tzw. skargi pauliańskiej (pozbywania się majątku w celu uniknięcia spłaty długów)

Po drugie, osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą będą traktowani podobnie, jak konsumenci.

– ujednolicone będą zasady umarzania niespłaconych zobowiązań. Możliwe będzie także ich umorzenie bez orzekania planu spłaty

– przedsiębiorcy – osoby fizyczne będą mieli po ogłoszeniu upadłości prawo do uzyskania środków na wynajem mieszkania na okres od roku do dwóch lat.

Po trzecie, maksymalny okres planu spłaty zostanie wydłużony do siedmiu lat (obecnie wynosi on 4,5 roku).

Po czwarte, zapewnione ma być prawo dłużników do otrzymania bezpłatnej pomocy prawnej, celem właściwego przygotowania wniosku o ogłoszenie upadłości konsumenckiej.

Planowane jest też sporo drobniejszych zmian proceduralnych, takich jak wskazanie, że w stosunku do konsumentów można przeprowadzić tzw. przygotowaną likwidację (pre-pack) czyli szybką sprzedaż majątku przez syndyka (której – jak wszyscy wiemy – mec. Tatara jest wielkim wyznawcą).

Mój komentarz? Niestety nie będzie pozytywny.

W Ministerstwie dostrzegają jakoby opisane przeze mnie tutaj problemy organizacyjne, które doprowadziły do tego, że obecnie system upadłości konsumenckiej stał się w dużej mierze niewydolny. Na konferencji wskazano bowiem, że potrzebne są kolejne ułatwienia, które uproszczą i przyśpieszą oddłużanie.

Problem w tym, że zmiany w takim kształcie nie tylko nie udrożnią systemu, ale wręcz doprowadzą do dalszego wzrostu ilości spraw w sądach upadłościowych.

Zgadzam się też z komentarzem wiceprezesa Związku Banków Polskich, że omawiane zmiany będą stanowić zachętę do nieodpowiedzialnego zadłużania się, co przełoży się także na pogorszenie bezpieczeństwa prowadzenia interesów.

Z ciekawostek – bardzo miłym akcentem było odwołanie się przez mec. Tatarę w jego wystąpieniu do mojego bloga. Dziękuję, Panie Mecenasie, zachęcam do dalszego czytania.

O planowanej nowelizacji pisała wczoraj także „Rzeczpospolita” – polecam zainteresowanym.

Czy wiecie skąd pochodzi termin „bankructwo”?

Słowo to powstało w średniowiecznej Florencji – znaczącym mieście kupieckim ówczesnych czasów – i pochodzi od łacińskich słów „banca rotta”, które oznaczają „złamany szyld” lub „złamane liczydło”. Zwyczajowo w przypadku niewypłacalności kupca ceremonialnie łamano należący do niego szyld lub jego liczydło. Symbolizowało to fiasko prowadzonego przez dłużnika biznesu.

Anglicy zaadaptowali powyższe włoskie słowa w następujący sposób:

– „bank” dla „banca”

– „rupt” w miejsce „rotta”  („rupt” oznacza „złamany”)

Stąd słowa „bankructwo” i „bankrut”.

Sankcje za niewypłacalność były pierwotnie surowe. Kodeks Drakona (żyjącego w VII w. p.n.e. twórcy pierwszego spisanego kodeksu praw ateńskich) stanowił, że „wierzyciele są uprawnieni do rozczłonkowania ciała swego dłużnika” – co należy zapewne uznać za swoistą pierwszą „koncepcję” dzisiejszego podziału przez syndyka funduszów masy upadłości 😊.

Na szczęście dla dłużników, z czasem kary złagodniały. Nie na tyle jednak, by bankructwo nie wiązało się z uszczerbkiem dla wizerunku i honoru dłużnika.

Jedną z przyczyn, dla którego w okresie międzywojennym XX w. w naszym kraju obowiązywały całkowicie osobne regulacje dla „prawa upadłościowego” i „prawa układowego”, były właśnie negatywne konsekwencje dla wizerunku dłużnika.

Postawiony w stan upadłości kupiec, by zachować honor, winien strzelić sobie w głowę (co też, wbrew pozorom, często się zdarzało). Natomiast kupiec, wobec którego otwarto postępowanie układowe, nie był w upadłości – on był „w układzie” z wierzycielami – co stanowiło honorową drogę wyjścia z kłopotów finansowych.

Podobny sposób myślenia – dążenie do tego by układ z wierzycielami nie kojarzył się automatycznie z upadłością – doprowadził dwa lata temu do uchwalenia Prawa restrukturyzacyjnego, i wprowadzenia „postępowań restrukturyzacyjnych” zamiast wcześniejszej „upadłości układowej”. Czy osiągnięto pożądany skutek? W mojej ocenie niekoniecznie, ponieważ sporo wniosków restrukturyzacyjnych składanych jest zbyt późno, by można było ocalić firmę przed upadłością. Ale to już temat na inny post na blogu.

 

Na podstawie m.in.: Donald L. Swanson, A History of Ancient Bankruptcy Laws, https://mediatbankry.com/2017/06/08/a-history-of-ancient-bankruptcy-laws/

Tytuł nieco prowokacyjny. Lecz pracuję w swoim fachu dostatecznie długo, by móc powiązać pewne fakty, a następnie pokusić się o wyciągnięcie z nich określonych wniosków. Te zaś nie wyglądają zachęcająco dla osób, które zastanawiają się nad skorzystaniem z dobrodziejstwa upadłości konsumenckiej i związanej z nią możliwości oddłużenia.

Sądzę, że w stosunkowo niedalekiej przyszłości czekają nas zmiany, które będą miały na celu ograniczenie dostępu do upadłości konsumenckich.

Po pierwsze, sądy upadłościowe są kompletnie zakorkowane wnioskami o upadłość konsumencką. Liczba spraw w wydziałach upadłościowych wzrosła w okresie 2014 – 2017 przeciętnie o ok. 400 – 500%, przy zachowaniu z grubsza tej samej liczby etatów sędziowskich.

Coraz większa liczba wniosków jest nie tylko oddalana (co jest równoznaczne z odmową ogłoszenia upadłości – obecnie ok. 30 – 35 % z tendencją wzrostową), ale także zwracana z powodu niespełniania wymogów formalnych, czasami z całkowicie bzdurnych powodów (co nasuwa przypuszczenie, że w pierwszej kolejności sąd sprawdza, czy nie da się wniosku za wszelką cenę zwrócić bez rozpatrzenia).

Sami sędziowie za tego rodzaju sprawami nie przepadają. I trudno się dziwić. W końcu mowa tu o sędziach specjalizujących się w sprawach gospodarczych, z którą to specyfiką upadłości konsumenckie mają niewiele wspólnego.

Podobno w Ministerstwie Sprawiedliwości trwają prace nad nowelizacją przepisów o upadłości. Ponieważ planowanymi zmianami nikt się nie chwali, należy zakładać, że nie będą one przyjęte życzliwie przez ogół obywateli, ani też przez prawników.

Pamiętajmy, że przepisy dotyczące Prawa upadłościowego powstają co do zasady w Ministerstwie Sprawiedliwości, tam zaś ton i zakres pracy merytorycznej narzucają sędziowie delegowani do pełnienia funkcji urzędniczych.

Delegowanie sędziów do ministerstwa jest zresztą naszym krajowym fenomenem. Nie znam drugiego kraju Unii Europejskiej, gdzie sędzia może być jednocześnie urzędnikiem, nawet jeżeli w czasie pracy w ministerstwie nie wydaje wyroków. Pensje jednak pobiera dwie: urzędniczą i sędziowską.

Nadto wiewiórki donoszą nam, że urzędnicy państwowi wysokiego szczebla zlecili analizę wysokości kosztów postępowań upadłościowych ponoszonych przez Skarb Państwa. To oczywiste, że chodzi tu o upadłości konsumenckie, ponieważ upadłości przedsiębiorców finansowane są z majątku upadłych firm.

Jest też jasne, że każdy wynik takiej analizy będzie przemawiał przeciwko upadłościom konsumenckim. Urzędnicy nie biorą pod uwagę korzyści wynikających z tego, że osoby oddłużone wychodzą z szarej strefy, podejmują legalną pracę, konsumują towary i usługi – czyli płacą PIT i VAT – bo to trudno policzyć. Liczy się jedynie pozycja wydatków w budżecie na dany rok.

Wszystkie powyższe symptomy świadczą o tym, że czekają nas zmiany, w ten czy inny sposób prowadzące do ograniczenia możliwości ogłoszenia upadłości konsumenckich.

Obym się mylił. Pisałem o tym już kilkakrotnie, lecz napiszę jeszcze raz – upadłość konsumencka nie służy cwaniakom do tego, by wyłudzić pieniądze (pożyczki, kredyty itp.) i uniknąć odpowiedzialności. Jeżeli ktoś celowo, bądź wskutek niedbalstwa doprowadził swoje finanse do opłakanego stanu, to naprawdę trudno jest mu dziś ogłosić upadłość konsumencką. Jeżeli takie sytuacje od czasu do czasu miały miejsce (a pewnie miały), to mamy do czynienia z wypaczeniami.

Nie uzasadnia to jednak demontażu całego systemu, który jak dotąd, moim zdaniem, przyniósł na wszystkim więcej pożytku, niż szkody.

Pięć lat bloga

3 czerwca 2017 · 0 komentarzy

Jak zauważyłem, na blogach prawniczych nastała ostatnio moda na podsumowania.

Wyjątkowo zatem – choć zwykle nie jest to w moim stylu – postanowiłem „pójść za tłumem”. Tym bardziej, że tego bloga prowadzę już okrągłe pięć lat!

Chciałbym z tej okazji serdecznie podziękować wszystkim odwiedzającym. A jest Was więcej, niż mogłem kiedykolwiek sobie wymarzyć, zaczynając tu pisać. Do pierwszego miliona odwiedzin już naprawdę niewiele brakuje :-).

A co przez cały ten okres przykuło największą uwagę czytelników?

I.

Nowe zasady upadłości konsumenckiej

Upadłość konsumencka to zdecydowany lider, jeśli chodzi o najpoczytniejszą tematykę. Tylko ten jeden artykuł z linka powyżej przeczytało ponad 50 tysięcy osób. Jak widać nowelizacja Prawa upadłościowego z początku 2015 r. to rzadki przykład sytuacji, w której zmiana przepisów prawa może rzeczywiście zmienić życie przeciętnego człowieka.

Zainteresowanym polecam także:

Upadłość konsumencka – najczęściej zadawane pytania i najczęstsze wątpliwości

Co nowego w upadłości konsumenckiej w 2016 r.

Nowy bezpłatny e-book o upadłości konsumenckiej

II.

Upadłość konsumencka, a umorzenie zobowiązań z działalności gospodarczej – w tym podatkowych i wobec ZUS

Drugi pod względem popularności temat to również upadłość konsumencka, ale uwzględnieniem prowadzonej wcześniej działalności gospodarczej. Słusznie, bo sprawy tego typu wymagają dużego wyczucia przed sądem, ale przy odpowiednim podejściu również i ktoś, kto bez powodzenia prowadził biznes, może uzyskać oddłużenie po wyrejestrowaniu działalności z rejestru.

Zainteresowanym polecam też:

Upadłość konsumencka, a umorzenie zobowiązań z działalności gospodarczej – w tym podatkowych i wobec ZUS – część II

Umorzenie zobowiązań po przeprowadzeniu upadłości konsumenckiej

 

III.

Ostatnie miejsce na podium „zajmuje” upadłość banków i SKOK-ów. Niestety ten temat nie straci w najbliższym czasie na aktualności, choćby z racji doniesień o kłopotach „Twoja SKOK”.

Co się właściwie dzieje, gdy upadłość ogłosi bank

Upadłość SKOK Wspólnota. Co się tak właściwie dzieje, gdy upadnie SKOK?

Upadłość SK Banku w Wołominie – czyli nie panikujmy

 

A z innej beczki:

Bardzo dużą poczytnością cieszył się mój niedawno opublikowany artykuł o planowanej skandalicznej reformie systemu egzekucji komorniczej:

Skok na kasę czyli antyreforma egzekucji komorniczej

Nie wykluczam kontynuacji tego tematu w najbliższym czasie, bo jest, oj jest, tu o czym pisać.

Zachęcam nie tylko do lektury innych artykułów, ale do regularnego odwiedzania bloga. Nigdy nie wiadomo, co danego dnia przyjdzie mi do głowy czym zechcę się z Wami podzielić :).

Czy pamiętacie ten artykuł?

Upadłość konsumencka, a umorzenie zobowiązań z działalności gospodarczej – w tym podatkowych i wobec ZUS

To jeden z najczęściej czytanych artykułów na blogu.

Mowa w nim o tym, jak wyjść z długów, ogłaszając upadłość konsumencka, pomimo tego, że wcześniej prowadzono bez powodzenia działalność gospodarczą. Oddłużanie dotyczy w tym przypadku także długów z działalności, a w szczególności wobec „skarbówki” i ZUS.

Częstym problemem w takich przypadkach jest brak majątku na skuteczne złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości jako przedsiębiorca.

We wspomnianym artykule napisałem m.in., że:

  1. Były przedsiębiorca starać się o ogłoszenie upadłości konsumenckiej dopiero, gdy od dnia wyrejestrowania działalności z CEiDG upłynie rok czasu.
  2. Dłużnik powinien jeszcze przed wyrejestrowaniem działalności złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości jako przedsiębiorca (na znacznie mniej korzystnych zasadach) w terminie czternastu dni od zaprzestania bieżącej spłaty swoich długów.
  3. Sąd analizuje, czy dłużnik nie powinien wcześniej starać się o upadłość jako przedsiębiorca. Gdyby okazało się, że tak, to zasadniczo odmówi ogłoszenia upadłości konsumenckiej.
  4. Czasami jednak sąd może ogłosić upadłość konsumencką nawet gdy dłużnik – przedsiębiorca nie złożył wcześniej wniosku o upadłość firmy lub wręcz celowo doprowadził do swojej trudnej sytuacji.
  5. Zobowiązania z działalność gospodarczej wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i Urzędu Skarbowego podlegają umorzeniu po ogłoszeniu upadłości konsumenckiej.

 

Od napisania powyższego artykułu minęło prawie dwa lata. Pewne rzeczy wymagają dziś aktualizacji, ponieważ zmianie uległy przepisy prawa.

Po pierwsze, nie trzeba już czekać rok czasu od wyrejestrowania działalności gospodarczej, by złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej. Można już jednego dnia wyrejestrować działalność, a następnego składać wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej.

Po drugie, gdy prowadzi się firmę, termin na obowiązkowe złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości wynosi 30 dni (a nie 14).

Po trzecie, osoby prowadzące firmy zarejestrowane w CEiDG mogą uzyskać oddłużenie ogłaszając upadłość jako przedsiębiorcy – na bardzo podobnych zasadach, jak przy upadłości konsumenckiej.

Pozostałe informacje pozostają bez zmian.

W najbliższym czasie opublikuję na blogu drugą część artykułu, w której omówię w szczególności, jak ma postąpić przedsiębiorca, który jeszcze nie wyrejestrował działalności, ale już wie, że nie posiada dość majątku na ogłoszenie upadłości prowadzonej.

Do zobaczenia!

Portal dlahandlu.pl opublikował informację o bardzo ciekawej nowelizacji przygotowywanej przez Ministerstwo Rozwoju i Ministerstwo Sprawiedliwości.

Zgodnie z planami przedsiębiorca będzie mógł otrzymać pomoc finansową od Skarbu Państwa nawet jeszcze przed wszczęciem postępowania restrukturyzacyjnego. Ma to umożliwić mu opracowanie planu restrukturyzacyjnego lub prowadzenie działalności gospodarczej, dopóki plan ten nie zostanie wdrożony.

O pomoc na ratowanie firmy – w formie pożyczki – będą się mogli ubiegać przedsiębiorcy, wobec których nie toczy się jeszcze postępowanie restrukturyzacyjne, a np. dopiero został złożony wniosek o otwarcie takiego postępowania. Pożyczka ma im pomóc w odzyskaniu płynności finansowej firmy oraz dać czas na opracowanie planu jej naprawy.

Natomiast pomoc na restrukturyzację będzie mogła być przeznaczona na zrealizowanie planu restrukturyzacji, który ma przywrócić firmę do dobrej kondycji. Takie wsparcie może być udzielone również w formie pożyczki, ale także dopłaty, objęcia akcji, obligacji lub udziałów. O taką pomoc będą mogli się ubiegać przedsiębiorcy objęci już jednym z sądowych postępowań restrukturyzacyjnych. Tym samym ułatwienie dostępu do finansowania restrukturyzacyjnego znakomicie ułatwi samą restrukturyzację przedsiębiorstw i ochroni je przed upadłością i likwidacją.

Pomysł zapowiada się bardzo interesująco. Finansowanie jest dla powodzenia restrukturyzacji kwestią absolutnie kluczową. Z moich dotychczasowych doświadczeń wynika, że firmy w trudnej sytuacji nie mogły liczyć na wsparcie ani instytucji finansowych, ani wierzycieli. Jeżeli zatem przychody z bieżącej działalności nie rokowały wykonaniem propozycji układowych, szanse na udaną restrukturyzację były nikłe.

Już na wstępie pojawiają się jednak pytania:

  • jakie będą kryteria wyboru firm, które będą mogły liczyć na pomoc – czy nie będzie dochodziło do marnotrawstwa publicznych pieniędzy (jak to miało miejsce np. w wypadku niektórych dotacji PARP)
  • kto będzie o tym decydował – czy będą to osoby kompetentne
  • jaki będzie okres czasu od momentu złożenia wniosku do czasu wypłaty środków – czy procedura nie będzie zbyt długa, a osoby wydające decyzję będą zdolne wydać ją bez zbędnej zwłoki
  • czy sama ustawa nie spotka się z zarzutami instytucji unijnych odnośnie udzielania niedozwolonej pomocy publicznej
  • jakich zabezpieczeń będzie żądał pożyczkodawca od firmy w trudnej sytuacji – czy np. pomoc nie będzie uzależniona od  preferencyjnych warunków spłaty, kosztem innych wierzycieli firmy. Taka konstrukcja może uniemożliwić zawarcie z wierzycielami jakiegokolwiek układu.

Odpowiedzi poznamy zapewne już niedługo.

 

[kliknij aby kontynuować…]

W poprzednim wpisie obiecałem rozwinąć szerzej temat przelewu wierzytelności przyszłych po otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego.

Umowy przelewu wierzytelności przyszłych stanowią popularny sposób zabezpieczenia kredytów i pożyczek. Polegają one na tym, że pożyczkodawca rezerwuje sobie prawo do pobrania dochodów, które dłużnik wypracuje dopiero w przyszłości.

Na przykład – przedsiębiorca budowlany (dłużnik) zrealizuje w przyszłości kontrakt, a należne z tego tytułu wynagrodzenie stanowi zabezpieczenie banku (wierzyciela). Gdyby kredyt bankowy nie był spłacany, bank może domagać się zapłaty wynagrodzenia za roboty budowlane bezpośrednio od osoby, która te roboty zleciła.

Na czym pokrótce polega problem z tego rodzaju zabezpieczeniami?

Otóż:

– przelew wierzytelności przyszłej jest dopuszczalny przez prawo (a konkretnie przez sądy).

– jednakże w chwili przelewu wierzytelność przyszła jeszcze nie istnieje.

– nie można natomiast skutecznie przenieść czegoś, czego jeszcze nie ma.

– zatem pełny skutek umowa przelewu wywiera dopiero z chwilą faktycznego „wypracowania” wierzytelności w przyszłości.

Co natomiast, jeżeli po zawarciu umowy przelewu, a jeszcze przed „wypracowaniem” wierzytelności – zostanie wszczęte postępowanie restrukturyzacyjne dłużnika?

Komu należy się wierzytelność „wypracowana” w trakcie postępowania? Dłużnikowi czy bankowi?

 

Uważam, że jeżeli otwarto przyspieszone postępowanie układowe, postępowanie układowe lub postępowanie sanacyjne, to umowa przelewu wierzytelności przyszłych jest bezskuteczna w zakresie dotyczącym wierzytelności powstałych po otwarciu postępowania.

Innymi słowy, wierzytelność uzyskana po otwarciu restrukturyzacji należy do dłużnika, a nie do banku.

Na dzień otwarcia postępowania mamy pewien stan własności dłużnika. Pewne jego składniki stanowią zabezpieczenie długów – i prawo ten stan respektuje. Ale nie można rozszerzać tej ochrony na składniki majątku, które pojawią się dopiero w przyszłości, a dłużnik musi je własnymi siłami wypracować.

Są także inne argumenty za powołanym poglądem. Przykładowo, definicja masy restrukturyzacyjnej jest szersza, niż masy upadłości. Masa układowa (sanacyjna) obejmuje zarówno mienie należące do dłużnika, jak i mienie służące prowadzeniu przedsiębiorstwa dłużnika. Mieniem służącym prowadzeniu przedsiębiorstwa dłużnika są z pewnością przychody wypracowane w toku postępowania. Inaczej dłużnik nie mógłby utrzymać płynności finansowej.

Nadto , ewentualne dozabezpieczenie w toku postępowania (powstanie wierzytelności w majątku wierzyciela-banku) wpływa też na treść ewentualnego układu, a co za tym idzie, też jego warunków. Wierzytelność nie posiadająca zabezpieczenia jest zawsze objęta układem, natomiast wierzytelność zabezpieczona staje się układową tylko, jeżeli wierzyciel wyrazi taką wolę.

Niezależnie od tego, postuluję doprecyzowanie ustawy w tym zakresie. Obecne przepisy nie są w tej kwestii jednoznaczne, a każde uregulowanie – również takie, które jest niekorzystne dla dłużników – jest lepsze, niż stan niepewności.