Czy wiecie skąd pochodzi termin „bankructwo”?

Słowo to powstało w średniowiecznej Florencji – znaczącym mieście kupieckim ówczesnych czasów – i pochodzi od łacińskich słów “banca rotta”, które oznaczają “złamany szyld” lub “złamane liczydło”. Zwyczajowo w przypadku niewypłacalności kupca ceremonialnie łamano należący do niego szyld lub jego liczydło. Symbolizowało to fiasko prowadzonego przez dłużnika biznesu.

Anglicy zaadaptowali powyższe włoskie słowa w następujący sposób:

– “bank” dla “banca”

– „rupt” w miejsce “rotta”  (“rupt” oznacza “złamany”)

Stąd słowa “bankructwo” i „bankrut”.

Sankcje za niewypłacalność były pierwotnie surowe. Kodeks Drakona (żyjącego w VII w. p.n.e. twórcy pierwszego spisanego kodeksu praw ateńskich) stanowił, że „wierzyciele są uprawnieni do rozczłonkowania ciała swego dłużnika” – co należy zapewne uznać za swoistą pierwszą „koncepcję” dzisiejszego podziału przez syndyka funduszów masy upadłości 😊.

Na szczęście dla dłużników, z czasem kary złagodniały. Nie na tyle jednak, by bankructwo nie wiązało się z uszczerbkiem dla wizerunku i honoru dłużnika.

Jedną z przyczyn, dla którego w okresie międzywojennym XX w. w naszym kraju obowiązywały całkowicie osobne regulacje dla „prawa upadłościowego” i „prawa układowego”, były właśnie negatywne konsekwencje dla wizerunku dłużnika.

Postawiony w stan upadłości kupiec, by zachować honor, winien strzelić sobie w głowę (co też, wbrew pozorom, często się zdarzało). Natomiast kupiec, wobec którego otwarto postępowanie układowe, nie był w upadłości – on był „w układzie” z wierzycielami – co stanowiło honorową drogę wyjścia z kłopotów finansowych.

Podobny sposób myślenia – dążenie do tego by układ z wierzycielami nie kojarzył się automatycznie z upadłością – doprowadził dwa lata temu do uchwalenia Prawa restrukturyzacyjnego, i wprowadzenia „postępowań restrukturyzacyjnych” zamiast wcześniejszej „upadłości układowej”. Czy osiągnięto pożądany skutek? W mojej ocenie niekoniecznie, ponieważ sporo wniosków restrukturyzacyjnych składanych jest zbyt późno, by można było ocalić firmę przed upadłością. Ale to już temat na inny post na blogu.

 

Na podstawie m.in.: Donald L. Swanson, A History of Ancient Bankruptcy Laws, https://mediatbankry.com/2017/06/08/a-history-of-ancient-bankruptcy-laws/

Tytuł nieco prowokacyjny. Lecz pracuję w swoim fachu dostatecznie długo, by móc powiązać pewne fakty, a następnie pokusić się o wyciągnięcie z nich określonych wniosków. Te zaś nie wyglądają zachęcająco dla osób, które zastanawiają się nad skorzystaniem z dobrodziejstwa upadłości konsumenckiej i związanej z nią możliwości oddłużenia.

Sądzę, że w stosunkowo niedalekiej przyszłości czekają nas zmiany, które będą miały na celu ograniczenie dostępu do upadłości konsumenckich.

Po pierwsze, sądy upadłościowe są kompletnie zakorkowane wnioskami o upadłość konsumencką. Liczba spraw w wydziałach upadłościowych wzrosła w okresie 2014 – 2017 przeciętnie o ok. 400 – 500%, przy zachowaniu z grubsza tej samej liczby etatów sędziowskich.

Coraz większa liczba wniosków jest nie tylko oddalana (co jest równoznaczne z odmową ogłoszenia upadłości – obecnie ok. 30 – 35 % z tendencją wzrostową), ale także zwracana z powodu niespełniania wymogów formalnych, czasami z całkowicie bzdurnych powodów (co nasuwa przypuszczenie, że w pierwszej kolejności sąd sprawdza, czy nie da się wniosku za wszelką cenę zwrócić bez rozpatrzenia).

Sami sędziowie za tego rodzaju sprawami nie przepadają. I trudno się dziwić. W końcu mowa tu o sędziach specjalizujących się w sprawach gospodarczych, z którą to specyfiką upadłości konsumenckie mają niewiele wspólnego.

Podobno w Ministerstwie Sprawiedliwości trwają prace nad nowelizacją przepisów o upadłości. Ponieważ planowanymi zmianami nikt się nie chwali, należy zakładać, że nie będą one przyjęte życzliwie przez ogół obywateli, ani też przez prawników.

Pamiętajmy, że przepisy dotyczące Prawa upadłościowego powstają co do zasady w Ministerstwie Sprawiedliwości, tam zaś ton i zakres pracy merytorycznej narzucają sędziowie delegowani do pełnienia funkcji urzędniczych.

Delegowanie sędziów do ministerstwa jest zresztą naszym krajowym fenomenem. Nie znam drugiego kraju Unii Europejskiej, gdzie sędzia może być jednocześnie urzędnikiem, nawet jeżeli w czasie pracy w ministerstwie nie wydaje wyroków. Pensje jednak pobiera dwie: urzędniczą i sędziowską.

Nadto wiewiórki donoszą nam, że urzędnicy państwowi wysokiego szczebla zlecili analizę wysokości kosztów postępowań upadłościowych ponoszonych przez Skarb Państwa. To oczywiste, że chodzi tu o upadłości konsumenckie, ponieważ upadłości przedsiębiorców finansowane są z majątku upadłych firm.

Jest też jasne, że każdy wynik takiej analizy będzie przemawiał przeciwko upadłościom konsumenckim. Urzędnicy nie biorą pod uwagę korzyści wynikających z tego, że osoby oddłużone wychodzą z szarej strefy, podejmują legalną pracę, konsumują towary i usługi – czyli płacą PIT i VAT – bo to trudno policzyć. Liczy się jedynie pozycja wydatków w budżecie na dany rok.

Wszystkie powyższe symptomy świadczą o tym, że czekają nas zmiany, w ten czy inny sposób prowadzące do ograniczenia możliwości ogłoszenia upadłości konsumenckich.

Obym się mylił. Pisałem o tym już kilkakrotnie, lecz napiszę jeszcze raz – upadłość konsumencka nie służy cwaniakom do tego, by wyłudzić pieniądze (pożyczki, kredyty itp.) i uniknąć odpowiedzialności. Jeżeli ktoś celowo, bądź wskutek niedbalstwa doprowadził swoje finanse do opłakanego stanu, to naprawdę trudno jest mu dziś ogłosić upadłość konsumencką. Jeżeli takie sytuacje od czasu do czasu miały miejsce (a pewnie miały), to mamy do czynienia z wypaczeniami.

Nie uzasadnia to jednak demontażu całego systemu, który jak dotąd, moim zdaniem, przyniósł na wszystkim więcej pożytku, niż szkody.

Pięć lat bloga

3 czerwca 2017 · 0 komentarzy

Jak zauważyłem, na blogach prawniczych nastała ostatnio moda na podsumowania.

Wyjątkowo zatem – choć zwykle nie jest to w moim stylu – postanowiłem “pójść za tłumem”. Tym bardziej, że tego bloga prowadzę już okrągłe pięć lat!

Chciałbym z tej okazji serdecznie podziękować wszystkim odwiedzającym. A jest Was więcej, niż mogłem kiedykolwiek sobie wymarzyć, zaczynając tu pisać. Do pierwszego miliona odwiedzin już naprawdę niewiele brakuje :-).

A co przez cały ten okres przykuło największą uwagę czytelników?

I.

Nowe zasady upadłości konsumenckiej

Upadłość konsumencka to zdecydowany lider, jeśli chodzi o najpoczytniejszą tematykę. Tylko ten jeden artykuł z linka powyżej przeczytało ponad 50 tysięcy osób. Jak widać nowelizacja Prawa upadłościowego z początku 2015 r. to rzadki przykład sytuacji, w której zmiana przepisów prawa może rzeczywiście zmienić życie przeciętnego człowieka.

Zainteresowanym polecam także:

Upadłość konsumencka – najczęściej zadawane pytania i najczęstsze wątpliwości

Co nowego w upadłości konsumenckiej w 2016 r.

Nowy bezpłatny e-book o upadłości konsumenckiej

II.

Upadłość konsumencka, a umorzenie zobowiązań z działalności gospodarczej – w tym podatkowych i wobec ZUS

Drugi pod względem popularności temat to również upadłość konsumencka, ale uwzględnieniem prowadzonej wcześniej działalności gospodarczej. Słusznie, bo sprawy tego typu wymagają dużego wyczucia przed sądem, ale przy odpowiednim podejściu również i ktoś, kto bez powodzenia prowadził biznes, może uzyskać oddłużenie po wyrejestrowaniu działalności z rejestru.

Zainteresowanym polecam też:

Upadłość konsumencka, a umorzenie zobowiązań z działalności gospodarczej – w tym podatkowych i wobec ZUS – część II

Umorzenie zobowiązań po przeprowadzeniu upadłości konsumenckiej

 

III.

Ostatnie miejsce na podium „zajmuje” upadłość banków i SKOK-ów. Niestety ten temat nie straci w najbliższym czasie na aktualności, choćby z racji doniesień o kłopotach “Twoja SKOK”.

Co się właściwie dzieje, gdy upadłość ogłosi bank

Upadłość SKOK Wspólnota. Co się tak właściwie dzieje, gdy upadnie SKOK?

Upadłość SK Banku w Wołominie – czyli nie panikujmy

 

A z innej beczki:

Bardzo dużą poczytnością cieszył się mój niedawno opublikowany artykuł o planowanej skandalicznej reformie systemu egzekucji komorniczej:

Skok na kasę czyli antyreforma egzekucji komorniczej

Nie wykluczam kontynuacji tego tematu w najbliższym czasie, bo jest, oj jest, tu o czym pisać.

Zachęcam nie tylko do lektury innych artykułów, ale do regularnego odwiedzania bloga. Nigdy nie wiadomo, co danego dnia przyjdzie mi do głowy czym zechcę się z Wami podzielić :).

Czy pamiętacie ten artykuł?

Upadłość konsumencka, a umorzenie zobowiązań z działalności gospodarczej – w tym podatkowych i wobec ZUS

To jeden z najczęściej czytanych artykułów na blogu.

Mowa w nim o tym, jak wyjść z długów, ogłaszając upadłość konsumencka, pomimo tego, że wcześniej prowadzono bez powodzenia działalność gospodarczą. Oddłużanie dotyczy w tym przypadku także długów z działalności, a w szczególności wobec „skarbówki” i ZUS.

Częstym problemem w takich przypadkach jest brak majątku na skuteczne złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości jako przedsiębiorca.

We wspomnianym artykule napisałem m.in., że:

  1. Były przedsiębiorca starać się o ogłoszenie upadłości konsumenckiej dopiero, gdy od dnia wyrejestrowania działalności z CEiDG upłynie rok czasu.
  2. Dłużnik powinien jeszcze przed wyrejestrowaniem działalności złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości jako przedsiębiorca (na znacznie mniej korzystnych zasadach) w terminie czternastu dni od zaprzestania bieżącej spłaty swoich długów.
  3. Sąd analizuje, czy dłużnik nie powinien wcześniej starać się o upadłość jako przedsiębiorca. Gdyby okazało się, że tak, to zasadniczo odmówi ogłoszenia upadłości konsumenckiej.
  4. Czasami jednak sąd może ogłosić upadłość konsumencką nawet gdy dłużnik – przedsiębiorca nie złożył wcześniej wniosku o upadłość firmy lub wręcz celowo doprowadził do swojej trudnej sytuacji.
  5. Zobowiązania z działalność gospodarczej wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i Urzędu Skarbowego podlegają umorzeniu po ogłoszeniu upadłości konsumenckiej.

 

Od napisania powyższego artykułu minęło prawie dwa lata. Pewne rzeczy wymagają dziś aktualizacji, ponieważ zmianie uległy przepisy prawa.

Po pierwsze, nie trzeba już czekać rok czasu od wyrejestrowania działalności gospodarczej, by złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej. Można już jednego dnia wyrejestrować działalność, a następnego składać wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej.

Po drugie, gdy prowadzi się firmę, termin na obowiązkowe złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości wynosi 30 dni (a nie 14).

Po trzecie, osoby prowadzące firmy zarejestrowane w CEiDG mogą uzyskać oddłużenie ogłaszając upadłość jako przedsiębiorcy – na bardzo podobnych zasadach, jak przy upadłości konsumenckiej.

Pozostałe informacje pozostają bez zmian.

W najbliższym czasie opublikuję na blogu drugą część artykułu, w której omówię w szczególności, jak ma postąpić przedsiębiorca, który jeszcze nie wyrejestrował działalności, ale już wie, że nie posiada dość majątku na ogłoszenie upadłości prowadzonej.

Do zobaczenia!

Portal dlahandlu.pl opublikował informację o bardzo ciekawej nowelizacji przygotowywanej przez Ministerstwo Rozwoju i Ministerstwo Sprawiedliwości.

Zgodnie z planami przedsiębiorca będzie mógł otrzymać pomoc finansową od Skarbu Państwa nawet jeszcze przed wszczęciem postępowania restrukturyzacyjnego. Ma to umożliwić mu opracowanie planu restrukturyzacyjnego lub prowadzenie działalności gospodarczej, dopóki plan ten nie zostanie wdrożony.

O pomoc na ratowanie firmy – w formie pożyczki – będą się mogli ubiegać przedsiębiorcy, wobec których nie toczy się jeszcze postępowanie restrukturyzacyjne, a np. dopiero został złożony wniosek o otwarcie takiego postępowania. Pożyczka ma im pomóc w odzyskaniu płynności finansowej firmy oraz dać czas na opracowanie planu jej naprawy.

Natomiast pomoc na restrukturyzację będzie mogła być przeznaczona na zrealizowanie planu restrukturyzacji, który ma przywrócić firmę do dobrej kondycji. Takie wsparcie może być udzielone również w formie pożyczki, ale także dopłaty, objęcia akcji, obligacji lub udziałów. O taką pomoc będą mogli się ubiegać przedsiębiorcy objęci już jednym z sądowych postępowań restrukturyzacyjnych. Tym samym ułatwienie dostępu do finansowania restrukturyzacyjnego znakomicie ułatwi samą restrukturyzację przedsiębiorstw i ochroni je przed upadłością i likwidacją.

Pomysł zapowiada się bardzo interesująco. Finansowanie jest dla powodzenia restrukturyzacji kwestią absolutnie kluczową. Z moich dotychczasowych doświadczeń wynika, że firmy w trudnej sytuacji nie mogły liczyć na wsparcie ani instytucji finansowych, ani wierzycieli. Jeżeli zatem przychody z bieżącej działalności nie rokowały wykonaniem propozycji układowych, szanse na udaną restrukturyzację były nikłe.

Już na wstępie pojawiają się jednak pytania:

  • jakie będą kryteria wyboru firm, które będą mogły liczyć na pomoc – czy nie będzie dochodziło do marnotrawstwa publicznych pieniędzy (jak to miało miejsce np. w wypadku niektórych dotacji PARP)
  • kto będzie o tym decydował – czy będą to osoby kompetentne
  • jaki będzie okres czasu od momentu złożenia wniosku do czasu wypłaty środków – czy procedura nie będzie zbyt długa, a osoby wydające decyzję będą zdolne wydać ją bez zbędnej zwłoki
  • czy sama ustawa nie spotka się z zarzutami instytucji unijnych odnośnie udzielania niedozwolonej pomocy publicznej
  • jakich zabezpieczeń będzie żądał pożyczkodawca od firmy w trudnej sytuacji – czy np. pomoc nie będzie uzależniona od  preferencyjnych warunków spłaty, kosztem innych wierzycieli firmy. Taka konstrukcja może uniemożliwić zawarcie z wierzycielami jakiegokolwiek układu.

Odpowiedzi poznamy zapewne już niedługo.

 

[kliknij aby kontynuować…]

W poprzednim wpisie obiecałem rozwinąć szerzej temat przelewu wierzytelności przyszłych po otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego.

Umowy przelewu wierzytelności przyszłych stanowią popularny sposób zabezpieczenia kredytów i pożyczek. Polegają one na tym, że pożyczkodawca rezerwuje sobie prawo do pobrania dochodów, które dłużnik wypracuje dopiero w przyszłości.

Na przykład – przedsiębiorca budowlany (dłużnik) zrealizuje w przyszłości kontrakt, a należne z tego tytułu wynagrodzenie stanowi zabezpieczenie banku (wierzyciela). Gdyby kredyt bankowy nie był spłacany, bank może domagać się zapłaty wynagrodzenia za roboty budowlane bezpośrednio od osoby, która te roboty zleciła.

Na czym pokrótce polega problem z tego rodzaju zabezpieczeniami?

Otóż:

– przelew wierzytelności przyszłej jest dopuszczalny przez prawo (a konkretnie przez sądy).

– jednakże w chwili przelewu wierzytelność przyszła jeszcze nie istnieje.

– nie można natomiast skutecznie przenieść czegoś, czego jeszcze nie ma.

– zatem pełny skutek umowa przelewu wywiera dopiero z chwilą faktycznego „wypracowania” wierzytelności w przyszłości.

Co natomiast, jeżeli po zawarciu umowy przelewu, a jeszcze przed „wypracowaniem” wierzytelności – zostanie wszczęte postępowanie restrukturyzacyjne dłużnika?

Komu należy się wierzytelność „wypracowana” w trakcie postępowania? Dłużnikowi czy bankowi?

 

Uważam, że jeżeli otwarto przyspieszone postępowanie układowe, postępowanie układowe lub postępowanie sanacyjne, to umowa przelewu wierzytelności przyszłych jest bezskuteczna w zakresie dotyczącym wierzytelności powstałych po otwarciu postępowania.

Innymi słowy, wierzytelność uzyskana po otwarciu restrukturyzacji należy do dłużnika, a nie do banku.

Na dzień otwarcia postępowania mamy pewien stan własności dłużnika. Pewne jego składniki stanowią zabezpieczenie długów – i prawo ten stan respektuje. Ale nie można rozszerzać tej ochrony na składniki majątku, które pojawią się dopiero w przyszłości, a dłużnik musi je własnymi siłami wypracować.

Są także inne argumenty za powołanym poglądem. Przykładowo, definicja masy restrukturyzacyjnej jest szersza, niż masy upadłości. Masa układowa (sanacyjna) obejmuje zarówno mienie należące do dłużnika, jak i mienie służące prowadzeniu przedsiębiorstwa dłużnika. Mieniem służącym prowadzeniu przedsiębiorstwa dłużnika są z pewnością przychody wypracowane w toku postępowania. Inaczej dłużnik nie mógłby utrzymać płynności finansowej.

Nadto , ewentualne dozabezpieczenie w toku postępowania (powstanie wierzytelności w majątku wierzyciela-banku) wpływa też na treść ewentualnego układu, a co za tym idzie, też jego warunków. Wierzytelność nie posiadająca zabezpieczenia jest zawsze objęta układem, natomiast wierzytelność zabezpieczona staje się układową tylko, jeżeli wierzyciel wyrazi taką wolę.

Niezależnie od tego, postuluję doprecyzowanie ustawy w tym zakresie. Obecne przepisy nie są w tej kwestii jednoznaczne, a każde uregulowanie – również takie, które jest niekorzystne dla dłużników – jest lepsze, niż stan niepewności.

Tuż przed długim majowym weekendem miał miejsce coroczny, czwarty już KongRes Prawa Restrukturyzacyjnego, organizowany przez krakowski Instytut Allerhanda. Jak co roku w jednym miejscu zebrali się sędziowie, doradcy restrukturyzacyjni (syndycy), prawnicy i menadżerowie, zajmujący się restrukturyzacjami i upadłościami. Ogólnie, cytując poczytnego autora thrillerów prawniczych Remigiusza Mroza, obecny był „panteon niezłych kozaków”. Gwoli wyjaśnienia, autor ten określił tak grono sędziów Sądu Najwyższego, więc nikt nie powinien się poczuć urażony ;-).

Spośród zwykłych zjadaczy chleba nie mogło tam zabraknąć i niżej podpisanego, który miał przyjemność i zaszczyt powiedzieć zgromadzonym kilka słów na temat skuteczności cesji wierzytelności przyszłych po otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego.

Problem cesji wierzytelności ma zasadnicze znaczenie dla dwóch postępowań układowych, w których doradzam dłużnikom – przedsiębiorcom z branży budowlanej. Umowa cesji (przelewu) wynagrodzeń za prace lub usługi, które zostaną wykonane dopiero w przyszłości, stanowi popularny sposób zabezpieczenia kredytów bankowych i pożyczek. Pojawia się jednak pytanie, czy umowy takie działają także w sytuacji, w której doszło do otwarcia postępowania restrukturyzacyjnego (układowego, sanacyjnego) dłużnika.

Swój pogląd w tej sprawie – który przedstawiłem na KongResie – omówię szerzej w następnym poście na blogu.

Kilka słów na ten temat na portalu bankier.pl, z moim gościnnym udziałem.

 

 

 

Kilka dni temu poprowadziłem całodniowe szkolenie zamknięte dla Zakładu Lokali i Budynków Komunalnych w jednym z miast wojewódzkich.

Specyfiką takich instytucji jest to, że na codzień mają do czynienia z osobami, które już dawno nie spłacają swoich długów. Obecnie z racji obowiązywania nowych przepisów lokatorzy lokali komunalnych również coraz częściej ogłaszają upadłość konsumencką. Dlatego też większa część szkolenia polegała w zasadzie na rozwiązywaniu niekończącego się pasma kazusów.

Dla zainteresowanych poniżej zamieszczam krótki wyciąg z prezentacji użytej w trakcie szkolenia.

wojciech-pilat-upadlosc-konsumencka-07-11-2016-wyciag

Kolejne szkolenie z upadłości konsumenckiej – tym razem otwarte dla wszystkich chętnych – powinno odbyć się w styczniu 2017 r. O terminach będę informował na blogu.