Sąd ogłosił upadłość SK Banku

Wojciech Piłat        05 stycznia 2016        25 komentarzy

Jak donoszą media, Sąd Rejonowy dla m. st. Warszawy wydał postanowienie o ogłoszeniu upadłości Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie (SK Bank).

Zgodnie z postanowieniem sądu, wierzyciele SK Banku będą mogli zgłaszać swoje wierzytelności do sędziego-komisarza w terminie 3 miesięcy od ukazania się obwieszczenia o ogłoszeniu upadłości w Monitorze Sądowym i Gospodarczym – przy czym samego ogłoszenia jeszcze nie odnalazłem, a zatem zapewne się jeszcze nie ukazało.

Notabene, trudno mi w to uwierzyć, ale pewne wróble ćwierkają, że podobno jakiś bank jest wciąż zainteresowany przejęciem SK Banku. Czy jest to Alior lub Idea Bank (które podobno były zainteresowane przejęciem banku przed ogłoszeniem upadłości) ? Nie udało mi się zweryfikować tej informacji. W każdym razie informuję, że procedura upadłościowa w pełni na to pozwala, a nawet do tego zachęca. A co istotne – bank przejmujący przejąłby jednocześnie całość zobowiązań SK Banku z tytułu rachunków bankowych (także wypłatę depozytów przekraczających 100 tys. euro).

7 grudnia 2015 r.

Wojciech Piłat        13 grudnia 2015        2 komentarze

Szczerze mówiąc, w ogóle tego nie planowałem. Zapisałem się w ostatniej chwili – w końcu póki co człowiek jest z przepisami na bieżąco i ma dużo wiedzy w głowie. Impulsem był fakt, że sam doradziłem to dwóm kolegom z pokrewnej branży zarządzania. I myśl, że skoro oni, to czemu też nie ja? Efektywny czas przygotowań trwał raptem 8-9 dni, a raczej tyleż wieczorów, bo w ciągu dnia nigdy nie było na nic czasu. O poranku kulminacyjnego dnia pomyślałem sobie filozoficznie, że po prostu będzie, co ma być.

A ponieważ po trzech kolejnych dniach okazało się, że w dniu 7 grudnia 2015 r. zdałem egzamin na licencję syndyka, wygląda na to, że już niedługo będziecie mogli do mnie mówić „Panie syndyku”, a nawet „Panie doradco restrukturyzacyjny” :).

PS. Notabene nie tylko mi się udało. Ten sam egzamin zdał również niejaki Maciej Piłat, wcześniej absolwent M.B.A. Zbieżność nazwisk nieprzypadkowa :). Brawo Braciszku!

Upadłość SK Banku w Wołominie – czyli nie panikujmy

Wojciech Piłat        22 listopada 2015        23 komentarze

Wydaje się w zasadzie przesądzone, że po raz pierwszy od ok. 15 lat będziemy mieli upadłość banku. Mowa oczywiście o Spółdzielczym Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie, znanym szerzej po prostu jako SK Bank.

Jak wiadomo, KNF już wcześniej wprowadziła w banku zarząd komisaryczny. Ponieważ w wyznaczonym przez nadzór finansowy czasie nie zgłosił się żaden bank, który chciałby przejąć w całości bank z Wołomina, kolejnym przewidzianym przez prawo upadłościowe krokiem jest złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości.

Jak wynika z doniesień prasowych, na koniec października bank przy kapitałach o łącznej wartości 361 mln zł, wykazał stratę w wysokości ponad 1,6 mld zł. Dziura kapitałowa sięga zatem blisko 1,3 mld zł. Stan depozytów banku wynosił 2,1 mld zł. Z ustaleń poczynionych przez zarząd komisaryczny wynika, że bilans banku wykazywał na 10 sierpnia 2015 r. ujemne kapitały własne oraz odpisy na należności od sektora niefinansowego w wysokości około 1,44 mld złotych. Skala koniecznych odpisów spowodowała, że aktywa banku spółdzielczego nie wystarczają na pokrycie jego zobowiązań, co oznacza, że bank spełnia przesłanki niewypłacalności w rozumieniu prawa upadłościowego i naprawczego. Mówiąc krótko – istnieją podstawy do ogłoszenia jego upadłości.

Otrzymałem liczne pytania od zaniepokojonych klientów tego banku. Spieszę przede wszystkim uspokoić wszystkich tych, którzy trzymają w tym banku swoje pieniądze. Klienci banku, którzy odkładali w nim swoje oszczędności, odzyskają swoje pieniądze, o ile nie trzymali w banku więcej niż równowartość 100.000 euro – czyli na dziś 423.714,65 zł.

Środki te wypłaci Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Zgodnie z przepisami Bankowy Fundusz Gwarancyjny ma na wypłatę tych środków 20 dni roboczych od dnia złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości – czyli od poniedziałku 23 listopada 2015 r. Termin ten może zostać teoretycznie wydłużony o kolejne 10 dni, co jednak w dotychczasowej praktyce BFG nie miało miejsca.

Niestety do czasu wypłat z BFG klienci SK Banku najprawdopodobniej nie będą mieli dostępu do swoich pieniędzy.

Dokładne konsekwencje upadłości banku opisałem w jednym z poprzednich postów na blogu. Ponieważ opis zachowuje pełną aktualność, pozwolę sobie go przytoczyć poniżej:

I. Umowy rachunku bankowego z dniem ogłoszenia upadłości ulegają rozwiązaniu (art. 434 PUiN). Oprocentowanie rachunków bankowych jest naliczane do dnia ogłoszenia upadłości.

W związku z rozwiązaniem umów, środki znajdujące się na rachunkach winny zostać zwrócone deponentom. Co ważne, klient banku nie jest tu zdany wyłącznie na wypłatę środków znajdujących się w masie upadłości banku. Ustawodawca przewidział bowiem system ochrony depozytów na rachunkach bankowych. Zasady te reguluje ustawa z dnia 14 grudnia 1994 r. o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym (tj. Dz.U. Nr 84, poz. 711). Zgodnie z art. 23 ust. 1 ustawy o BFG środki do wysokości równowartości 100 000 euro w złotych objęte są obowiązkowym systemem gwarantowania od dnia ich wniesienia na rachunek bankowy.

Na mocy ustawy o BFG zarządca komisaryczny, zarządca w toku upadłości lub syndyk dokonują wypłat środków gwarantowanych w ciągu 20 dni roboczych od dnia zawieszenia działalności banku i ustanowienia zarządu komisarycznego oraz złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości. Oznacza to, że wypłaty rozpoczną się jeszcze przed ogłoszeniem przez Sąd upadłości. Komisja Nadzoru Finansowego może przydłużyć termin wypłat o maksymalnie 10 dodatkowych dni roboczych.

Ta cześć depozytów, która nie jest objęta gwarancją BFG (tj. środki ponad kwotę 100.000 euro) stanowi wierzytelność właściciela rachunku do masy upadłości banku (art. 24 ustawy o BFG). Klient banku powinien dokonać stosownego zgłoszenia na listę wierzytelności. Trudno jednakże określić jaka część zostanie mu wypłacona przez syndyka w wyniku podziału majątku upadłego banku w trakcie postępowania upadłościowego, jeżeli upadły bank nie zostanie przez syndyka sprzedany w całości.

Natomiast w przypadku sprzedaży całości przedsiębiorstwa upadłego banku przez syndyka, zgodnie z art. 438 ust. 1 PUiN nabywający bank przejmuje wszelkie zobowiązania upadłego wobec klientów z tytułu rachunków bankowych. Dotyczy to oczywiście tylko zobowiązań nie wypłaconych uprzednio ze środków Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. A zatem w przypadku sprzedaży przedsiębiorstwa banku klient otrzyma całość środków znajdujących się na jego rachunku bankowym.

II. Umowy kredytu i pożyczki ulegają rozwiązaniu z dniem ogłoszenia upadłości tylko wtedy, gdy do dnia ogłoszenia upadłości nie nastąpiło oddanie środków pieniężnych do dyspozycji pożyczkobiorcy.

Innymi słowy wygasają tylko takie umowy, które już zostały podpisane, ale pożyczka nie została jeszcze przez bank faktycznie udzielona. Jest to rozwiązanie korzystne dla kredytobiorców. Gdyby z dniem ogłoszenia upadłości rozwiązaniu ulegały wszystkie umowy kredytu, zarządcy bądź syndykowi banku przysługiwałoby prawo żądania natychmiastowej spłaty całego zaciągniętego kredytu (sytuacja analogiczna do tzw. postawienia kredytu w stan natychmiastowej wymagalności).

III. Z dniem ogłoszenia upadłości rozwiązaniu ulegają także umowy o udostępnienie skrytek sejfowych oraz umowy przechowania, a wydanie przedmiotów i papierów wartościowych powinno nastąpić w terminie uzgodnionym z oddającym na przechowanie (art. 434 pkt 4 PUiN).

Ogólnie zatem sytuacja klientów banku nie jest taka zła, o ile ktoś nie trzyma na rachunku w danym banku więcej niż równowartość 100.000 euro. Problem może pojawić się w sytuacji, w której BFG (czyli de facto państwo) nie posiadałby środków niezbędnych do wypłaty środków gwarantowanych, a upadłego banku nikt nie chciałby kupić od syndyka. Ale to już temat wart osobnych rozważań, niekoniecznie związanych z prawem upadłościowym.

VII edycja INSO – upadłości konsumenckie

Wojciech Piłat        08 listopada 2015        Komentarze (0)

INSO to nie tylko prawo restrukturyzacyjne i upadłości przedsiębiorców. Sporo miejsca na kongresie poświęcono sprawom związanym z upadłościami konsumenckimi.

Aktualne dane statystyczne świadczą o tym, że upadłości konsumenckie mają się dla konsumentów bardzo dobrze, a ich popularność stale rośnie. Warto odnotować, że:

  • od 1 stycznia do 31 października 2015 r. ogłoszono ponad 1.400 upadłości konsumenckich
  • sądy uwzględniły ok. 85 % złożonych wniosków (liczba ta nie dotyczy wniosków zwróconych z powodu braków formalnych)
  • jak dotąd najmłodsza osoba, która ogłosiła upadłość, miała 11 lat, a powodem ogłoszenia upadłości były obciążające ją długi spadkowe
  • najstarsza osoba ogłaszająca upadłość konsumencką miała zaś lat 86
  • wnioski o ogłoszenie upadłości konsumenckich istotnie obciążają sądy upadłościowe, co powoduje rosnące opóźnienie w rozpoznawaniu spraw tego rodzaju

Warto zwrócić uwagę na ten ostatni problem. Dla przykładu warszawski sąd upadłościowy odnotował w okresie ostatniego roku wzrost ilości spraw o 500 % (czyli pięciokrotnie więcej). Natomiast ilość sędziów orzekających w tym sądzie nie uległa w tym czasie żadnej zmianie.

W konsekwencji ze zdwojoną siłą powrócił postulat, by sprawy dotyczące upadłości konsumenckich przekazać do rozpoznawania wydziałom cywilnym lub rodzinnym. W mojej ocenie jest to pomysł z gatunku „mniejszego zła”, tzn. ma więcej plusów niż minusów. Ani sądy cywilne, ani tym bardziej rodzinne nie mają żadnych doświadczeń z procedurą upadłościową, która jest dość specyficzna i hermetyczna. Sędziowie tych wydziałów nie znają także specyfiki współpracy z syndykami. Z drugiej strony upadłość konsumencka ma przebieg na tyle uproszczony w porównaniu z upadłością przedsiębiorcy, że po krótkim okresie „adaptacyjnym” omawiana zmiana nie powinna nieść za sobą żadnych istotnych zagrożeń.

Na bardzo ważny problem zwrócił uwagę sędzia Marcin Krawczyk – przewodniczący wydziału upadłościowego w sądzie warszawskim. Chodzi o stosowanie art. 124 prawa upadłościowego i naprawczego w sytuacji, w której małżeństwo posiada mieszkanie lub dom objęty wspólnością majątkową, a upadłość ogłasza tylko jeden z małżonków. Zgodnie ze wspomnianym art. 124 p.u.n. w takiej sytuacji do masy upadłości wchodzi całe mieszkanie (dom) a nie tylko udział w nieruchomości. Sędzia Krawczyk zwrócił uwagę na fakt, że w przypadku klasycznej egzekucji komorniczej całość mieszkania mogłaby być przedmiotem egzekucji jedynie w sytuacji, gdy współmałżonek wyraził zgodę na zaciągnięcie długów windykowanych przez komornika. Przypomniał także, iż celem upadłości konsumenckiej jest przede wszystkim oddłużenie dłużnika, a nie spłata ciążących na nim długów.

Zastrzeżenia sędziego są niewątpliwie słuszne. Problem jednak w tym, że aktualne przepisy wyraźnie stwierdzają co innego, a mianowicie, że do masy upadłości wchodzi całe wspólne mieszkanie małżonków, którzy nie posiadają rozdzielności majątkowej. W mojej ocenie do czasu nowelizacji przepisów nie sposób przyjąć innej interpretacji.

Odnotować należy wreszcie kolejne głosy niezadowolenia odnośnie upadłości konsumenckiej ze strony środowiska bankowego – ale to akurat nic nowego. Wynik wyborów parlamentarnych niewątpliwie przedłuży czas obowiązywania obecnych dogodnych dla konsumentów przepisów, trudno bowiem sobie wyobrazić, by środowisko związane politycznie z Prawem i Sprawiedliwością  miało te regulacje zaostrzyć. Z drugiej strony nie można nie pamiętać, że prezydent Andrzej Duda zaniechał dalszych prac na projektem ustawy o przewalutowaniu kredytów indeksowanych we frankach, zaś wicepremierem i ministrem finansów w nowym rządzie ma zostać znany bankowiec …

Może lepiej nie wchodźmy na tym blogu w politykę, kto wie do czego doprowadziłyby nas takie rozważania :-).

VII edycja INSO – reminiscencje

Wojciech Piłat        07 listopada 2015        Komentarze (0)

W przerwie pomiędzy jednym a drugim dniem zjazdu na studiach podyplomowych (Tomku – jednak SGH, a nie Łazarski 🙂 ) udało mi się znaleźć chwilę na małe podsumowanie kolejnej edycji INSO – Polskiego Kongresu Prawa Upadłościowego i Naprawczego organizowanego przez Instytut Allerhanda. Zdarzenia absolutnie obowiązkowego dla każdego praktyka i teoretyka restrukturyzacji i to nie tylko z uwagi na to, co nas czeka od 1 stycznia 2016 r. Niewierzących odsyłam do lektury agendy kongresu.

Co mi się najbardziej rzuciło w oczy? Oprócz licznych prezentacji twórców – a co za tym idzie i adwokatów – nowej ustawy Prawo Restrukturyzacyjne dało się zauważyć wystąpienia i głosy krytyczne. W takim tonie wypowiadali się m.in. adw. Artur Zawadowski, sędzia Jarosław Horobiowski, a także z właściwą sobie swadą Konrad Osajda, skądinąd mój kolega jeszcze z czasów wspólnych studiów, a już dr hab. (!) Dał też o tym niejako znać w swoim wirtuozersko wyważonym wystąpieniu prof. dr hab. Andrzej Jakubecki.

Sygnalizowano przede wszystkim:

  • możliwe liczne problemy z nową definicją niewypłacalności dłużnika
  • umożliwienie dłużnikom nie regulowania długów przez okres przekraczający w skrajnym przypadkach trzy miesiące bez możliwości skutecznego złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości
  • brak właściwego przygotowania sędziów sądów restrukturyzacyjnych od strony merytorycznej
  • brak właściwego przygotowania sądów restrukturyzacyjnych od strony kadrowej i organizacyjnej
  • duże opóźnienie w powstawaniu Centralnego Rejestru Restrukturyzacji i Upadłości (nie wcześniej niż w 2018 r.)
  • niechęć instytucji bankowych do zapewnienia finansowania potrzebnego do przeprowadzenia restrukturyzacji w trybie nowych przepisów
  • duży stopień komplikacji i niejasność regulacji restrukturyzacyjnych, co odstraszy przedsiębiorców od korzystania z nowych rozwiązań

O każdym z powyższych problemów można długo pisać i sądzę, że będzie to dobry temat na kolejny artykuł na blogu.

Natomiast osobiście sądzę, że:

I. Szansę na powodzenie czyli popularność w praktyce mają:

1) postępowanie o zatwierdzenie układu – z uwagi na prostotę i minimalny udział organów sądowych

2) postępowanie sanacyjne – z uwagi na możliwość dokonania prawdziwie kompleksowych i wielopłaszczyznowych zmian w firmie przy jednoczesnym wstrzymaniu toczących się przeciwko dłużnikowi egzekucji

3) układ częściowy – z uwagi na możliwość dogadania się z wierzycielami zabezpieczonymi rzeczowo (banki!), co jest prawie zawsze największym problemem, często uniemożliwiającym wyjście z trudnej sytuacji.

II. Nie wróżę większej popularności:

1) przyspieszonemu postępowaniu układowemu – z uwagi na fakt, że warunkiem jest tu, by sporne było nie mniej niż 15% łącznej sumy wierzytelności. Dla wierzyciela nie chcącego zaakceptować propozycji układu nie ma natomiast nic prostszego, niż „wykreowanie” wierzytelności spornej łamiącej limit 15% łącznej kwoty.

2) „pełnemu” postępowaniu układowemu – ponieważ nadal żadna siła nie jest w stanie zmusić do udziału w układzie wszystkich wierzycieli zabezpieczonych rzeczowo. Pamiętajmy przecież, dlaczego nie wychodziły upadłości układowe. Można zakładać ewentualnie powodzenie wariantu łączonego: „pełny” układ z wierzycielami bez zabezpieczeń + układ częściowy z wierzycielami posiadającymi zabezpieczenia, ale taka układanka może okazać zbyt skomplikowana, by zadziałać w praktyce.

III. Ewentualnym czarnym koniem nowej ustawy może okazać się też tzw. „pre-pack” czyli tryb przygotowanej likwidacji – instytucja już teraz budząca niemałe kontrowersje. Zainteresowanym polecam mój artykuł na temat pre-packu zamieszczony w pierwszym numerze pisma branżowego Krajowej Izby Syndyków „Doradca restrukturyzacyjny”, którego redaktorem naczelnym jest inny uczestnik kongresu syndyk Mateusz Bienioszek.

W rozmowie z Panem Andrzejem Głowackim – założycielem i prezesem zarządu znanej firmy konsultingowej DGA S.A. wyraziłem ostrożny pogląd, że największe szanse na popularność mają postępowania o zatwierdzenie układu, jako stosunkowo najprostsze, a następnie postępowania sanacyjne. Zastanawiam się jednak, czy racji nie (będzie) miał mój Rozmówca, który typuje odwrotną kolejność. Czyżby przyszłość miała należeć do postępowań sanacyjnych?

Oznaczać by to mogło w praktyce swoistą antynomię/dychotomię/dualizm restrukturyzacyjno-upadłościowy. Firmy mniej lub bardziej niewypłacalne miałyby do wyboru – dramatyczne przekształcenie lub likwidację poprzez upadłość i działania syndyka albo absolutnie gruntowną i kompleksową terapię leczniczą poprzez postępowanie sanacyjne i czynności zarządcy. Czyli tak czy siak poprzez działania wykwalifikowanej osoby trzeciej. Nie jest to najgorsze, co może nową ustawę spotkać.

Ale jak zwykle czas pokaże, jaką ścieżką poprowadzi nas nieprzewidywalna rzeczywistość.