Razem możemy więcej

Wojciech Piłat        11 sierpnia 2014        Komentarze (0)

Jak trafnie napisała ostatnio mec. Agnieszka Swaczyna, z samej natury życia wynika, iż „Prędzej, czy później, statystycznie rzecz ujmując, każdy trafi do sądu w jakiejś sprawie”. Pytaniem otwartym jest jedynie, czy będzie to sprawa związana z rodziną, wykonywaną pracą lub prowadzoną przez nas działalnością gospodarczą – a może niefortunną stłuczką samochodową i niesolidnym ubezpieczycielem.

W każdym przypadku niezbędna może się okazać pomoc prawnika – specjalisty z danej dziedziny prawa. Minęły już czasy, gdy idąc po poradę do adwokata lub radcy prawnego mogliśmy oczekiwać wyczerpującej porady z zakresu każdej sprawy. Każdy z nas dysponuje oczywiście wiedzą ogólną, pozwalającą na analizę problemu, z którym się u nas zjawisz. Jednakże posiadamy zazwyczaj jedną lub najwyżej kilka specjalizacji, w zakresie których świadczymy usługi na najwyższym możliwym poziomie. Poziom skomplikowania przepisów, a także ilość wiedzy, jaką trzeba przyswoić, przekracza możliwości jednego człowieka.

Dlatego też już od pewnego czasu wraz z grupa znajomych współtworzymy LexMonitor (www.lexmonitor.pl).

LexMonitor to portal skupiający prawników specjalizujących się w różnych dziedzinach prawa – od prawa administracyjnego po prawo zamówień publicznych. Na chwilę obecną skupiamy ponad siedemdziesiąt osób o najróżniejszych specjalizacjach. Na portalu publikujemy bieżące informacje z prowadzonych przez nas blogów prawniczych. Poprzez prowadzenie własnych blogów chcemy podzielić się tym, co mamy najlepszego: swoją wiedzą i doświadczeniem. Uznaliśmy, że taka forma przekazu – blog prawniczy – jest najlepszym miejscem do tego celu.

Każdy z nas jest nie tylko adwokatem lub radcą prawnych, ale też wysoko wykwalifikowanym specjalistą w swojej dziedzinie.

W LexMonitorze znajdziesz najnowsze wiadomości niemal ze wszystkich dziedzin prawa: rodzinnego, handlowego i spółek, karnego, podatków, prawa pracy, odszkodowań, prawa medycznego, różnych sfer administracji i innych.

Zachęcam Cię gorąco do odwiedzin naszych blogów!

Upadłość SKOK Wspólnota. Co się tak właściwie dzieje, gdy upadnie SKOK?

Wojciech Piłat        25 lipca 2014        14 komentarzy

Być może ktoś jeszcze pamięta jeden z pierwszych moich postów na niniejszym blogu w czasach, kiedy w Grecji, Hiszpanii i we Włoszech szalał kryzys finansowy, a i sytuacja pozycja banków w naszym kraju mogła budzić obawy. Opisałem wówczas pokrótce, co się tak właściwie dzieje, gdy upadnie bank. Chętnych do lektury zapraszam tu.

Obecnie zagadnienie to ponownie nabrało niespodziewanej aktualności z uwagi na upadłość SKOK Wspólnota. Nasuwa się pytanie – co dalej? Zwłaszcza z klientami tego SKOK-u? Z osobami, które trzymały tam swoje oszczędności?

Jeśli jesteś jedną z nich, już na wstępie chciałbym Cię uspokoić – nie obawiaj się. Choć czeka Ci zapewne trochę stresu i formalności, odzyskasz swoje pieniądze, o ile nie trzymałeś tam więcej niż równowartość 100 tys. euro (ok. 415 tys. zł).

Przepisy dotyczące upadłości SKOK-ów (czyli spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych) są w dużej mierze zbieżne z tymi dotyczącymi banków. A żadna inna w zasadzie instytucja nie jest tak zabezpieczona prawnie od skutków upadłości, jak bank.

Co najważniejsze – od grudnia 2013 r. wszystkie depozyty w SKOK–ach objęte państwowymi gwarancjami Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (BFG) do wysokości 100 tys. euro. Gwarancje te gwarantują wypłatę środków do 100 tys. euro na wypadek, gdyby środki zgromadzone w danej instytucji, nie mogły zostać przez tę instytucję wypłacone, np. w wyniku upadłości lub likwidacji.

Procedura uruchomienia środków z BFG została już uruchomiona. Pieniądze z funduszu wypłacać będzie PKO BP. Pieniądze będzie można wypłacić w dowolnym oddziale PKO BP, ale nie w agencjach tego banku. Wystarczy przyjść z dowodem tożsamości. Pieniądze będą wypłacane w gotówce lub na wskazane przez klienta konto. Nie ma konieczności zakładania odrębnego konta w PKO BP. W przypadku wypłat w gotówce przekraczających 30 tys. zł dwa dni robocze wcześniej trzeba poinformować o tym bank, dzwoniąc na infolinię

Po depozyty do oddziałów PKO BP można zgłaszać się od 28 lipca do 19 września. Jeśli ktoś nie zdąży, BFG będzie wypłacał pieniądze jeszcze przez pięć lat.

Upadłość SKOK-u  może nastąpić tylko na wniosek Komisji Nadzoru Finansowego. Decyzje takie są podawane do publicznej wiadomości przez ogłoszenie w dzienniku o zasięgu ogólnopolskim (Gazeta Wyborcza, Rzeczpospolita itp.) oraz w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Niezależnie od powyższego Komisja zawiadamia także Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Nie muszą tego robić klienci SKOK-u.

Warto zaznaczyć, że w przypadku SKOK-ów sąd zawsze ogłasza upadłość z możliwością zawarcia układu z wierzycielami. Dopiero w przypadku, gdyby do zawarcia układu nie doszło, upadłość ulega przekształceniu na upadłość likwidacyjną.

Z punktu widzenia przeciętnego „konsumenta” usług SKOK-u najistotniejsze będą dwie kwestie związane z ogłoszeniem upadłości:

– co się dzieje z pieniędzmi wpłaconymi do SKOK-u?

– oraz jak upadłość ma wpływ na zawarte ze SKOK-iem umowy kredytowe?

I.      Umowy rachunku  ulegają rozwiązaniu  z dniem ogłoszenia upadłości. Oprocentowanie rachunków jest naliczane do dnia ogłoszenia upadłości.

W związku z rozwiązaniem umów środki znajdujące się na rachunkach winny zostać zwrócone klientom. Jeżeli SKOK nie ma potrzebnych do tego pieniędzy, nastąpi to ze środków BFG do wysokości 100 tys. euro dla każdego klienta.

Na mocy ustawy o BFG zarządca komisaryczny, zarządca w toku upadłości lub syndyk dokonują wypłat środków gwarantowanych w ciągu 20 dni roboczych od dnia zawieszenia działalności SKOK-u i ustanowienia zarządu komisarycznego oraz złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości. Oznacza to, że wypłaty rozpoczną się jeszcze przed ogłoszeniem przez Sąd upadłości. Komisja Nadzoru Finansowego może przydłużyć termin wypłat o maksymalnie 10 dodatkowych dni roboczych.

Ta cześć depozytów, która nie jest objęta gwarancją BFG (tj. środki ponad kwotę 100.000 euro) stanowi wierzytelność właściciela rachunku do masy upadłości SKOK-u (art. 24 ustawy o BFG). Klient banku powinien dokonać stosownego zgłoszenia na listę wierzytelności. Trudno jednakże określić jaka część zostanie mu wypłacona przez syndyka w wyniku podziału majątku SKOK-u w trakcie postępowania upadłościowego, jeżeli upadły SKOK nie zostanie przez syndyka sprzedany w całości.

Natomiast w przypadku sprzedaży całości upadłego SKOK-u przez syndyka, nabywający inny SKOK lub bank przejmuje wszelkie zobowiązania upadłego wobec klientów z tytułu rachunków bankowych. Dotyczy to oczywiście tylko zobowiązań nie wypłaconych uprzednio ze środków Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. A zatem w przypadku sprzedaży SKOK-u w toku upadłości wypłacona zostanie całość wpłaconych pieniędzy.

II.     Umowy kredytu i pożyczki ulegają rozwiązaniu z dniem ogłoszenia upadłości tylko wtedy, gdy do dnia ogłoszenia upadłości nie nastąpiło oddanie środków pieniężnych do dyspozycji pożyczkobiorcy.

Innymi słowy wygasają tylko takie umowy, które już zostały podpisane, ale pożyczka nie została jeszcze przez SKOK faktycznie wypłacona. Inne umowy nadal trwają. Jest to rozwiązanie korzystne dla kredytobiorców. Gdyby z dniem ogłoszenia upadłości rozwiązaniu ulegały wszystkie umowy kredytu, syndyk SKOK-u mógłby żądać natychmiastowej spłaty całego zaciągniętego kredytu (sytuacja analogiczna do tzw. postawienia kredytu w stan natychmiastowej wymagalności).

Ogólnie zatem sytuacja klientów SKOK-u  nie jest taka zła, o ile ktoś nie trzyma na rachunku w danym SKOK-u więcej niż równowartość 100.000 euro. Problem może pojawić się w sytuacji, w której BFG (czyli de facto państwo) nie posiadałby środków niezbędnych do wypłaty środków gwarantowanych, a upadłego SKOK-u nikt nie chciałby kupić od syndyka. Ale to już temat wart osobnych rozważań, niekoniecznie związanych z prawem upadłościowym i naprawczym.

Sytuacja prawna kontrahentów upadłych biur podróży

Wojciech Piłat        23 sierpnia 2013        8 komentarzy

Dwutygodnik branżowy „Wiadomości Turystyczne” poprosił mnie w ostatnim czasie o wyjaśnienie kilku wątpliwości odnośnie sytuacji kontrahentów upadłych biur podróży. Temat ten – w odróżnieniu od rozlicznych porad dla poszkodowanych klientów tychże biur – nie bywa poruszany w mediach. Poniżej pytania i odpowiedzi.

Upadłość biura podróży poza poszkodowanymi turystami pozostawia również wielu kontrahentów bez uregulowanych należności. Jakie w pierwszej kolejności powinni podjąć kroki wierzyciele upadłego?

Każdy, kto uważa, że jest wierzycielem upadłego winien dokonać formalnego zgłoszenia wierzytelności na listę. Jest to jedyna droga do dochodzenia należnych wierzytelności od upadłego kontrahenta. Zgłoszenie należy złożyć w dwóch egzemplarzach do sędziego-komisarza postępowania upadłościowego. W zgłoszeniu wierzytelności należy podać firmę i siedzibę wierzyciela, określić wysokość wierzytelności wraz z należnościami ubocznymi (np. odsetkami) oraz załączyć dokumenty stwierdzające istnienie wierzytelności. Trzeba także wskazać kategorię, do której wierzytelność ma być zaliczona (zazwyczaj jest to kategoria czwarta), podać, czy wierzytelność posiada zabezpieczenie (weksel, zastaw itp.) i poinformować, czy w jej sprawie wszczęto proces sądowy lub egzekucję komorniczą.

W przypadku kontrahentów biur podróży może pojawić się także kwestia wykonania zawartych z upadłym umów wzajemnych. Jeżeli żadna ze stron nie wykonała w pełni np. kompleksowej umowy świadczenia usług transportowych (upadły nie zapłacił, a przewoźnik nie wykonał wszystkich usług), syndyk może jednostronnie podjąć decyzję o dalszym wykonywaniu tej umowy i ma prawo żądać od kontrahenta upadłego, by również wykonał ciążące na nim obowiązki. Wbrew utartemu przekonaniu ogłoszenie upadłości wcale nie musi oznaczać zaprzestania działalności upadłego przedsiębiorstwa. Przepisy wręcz zachęcają syndyka do tego, by dalej prowadził działalność upadłego. Wynika to z faktu, że sprzedając działającą firmę syndyk jest w stanie uzyskać wyższą cenę, niż wyprzedając poszczególne składniki majątku. Nie spotkałem się jednak z takim przypadkiem w przypadku biura podróży. Wynika to ze specyfiki branży – żaden turysta nie wykupi przecież wycieczki w biurze znajdującym się w upadłości. A zatem żądanie przez syndyka wykonania umowy wzajemnej jest mało prawdopodobne.

Gdzie szukać informacji o toczącym się postępowaniu upadłościowym i jakie terminy wierzyciele powinni koniecznie dochować aby skutecznie zgłosić wierzytelności?

Informacja o upadłości każdego przedsiębiorcy jest zawsze ogłaszana w Monitorze Sądowym i Gospodarczym (MSiG). Obecnie publikacje MSiG można także śledzić w internecie, na stronach ems.ms.gov.pl lub www.imsig.pl. Z treści ogłoszenia poznamy sąd, który ogłosił upadłość i będzie prowadził postępowanie upadłościowe, nazwiska sędziego-komisarza i syndyka, a także termin przewidziany na zgłaszanie wierzytelności (od jednego do trzech miesięcy od dnia ukazania się ogłoszenia).

Bardzo ważną rzeczą jest, by po zgłoszeniu wierzytelności nie przegapić w MSiG kolejnego ogłoszenia o sporządzeniu listy wierzytelności. Należy wówczas ustalić w sądzie, czy nasza wierzytelność została uznana na liście. Od dnia ukazania się ogłoszenia biegnie 14-dniowy termin na ewentualne zgłoszenie sprzeciwu od odmowy uznania wierzytelności na liście. Wierzyciel nie otrzyma z sądu żadnego pisma w tej sprawie.

Jakie są koszty zgłaszania wierzytelności w postępowaniu upadłościowym?

Jeżeli zgłoszenie zostało dokonane w terminie określonym w postanowieniu o ogłoszeniu upadłości biura, nie wiąże się ono z żadnymi opłatami. Zgłoszenia można także skutecznie dokonać po tym terminie, jednakże w takim przypadku sędzia-komisarz może nałożyć na wierzyciela obowiązek uiszczenia zaliczki na poczet kosztów związanych ze spóźnionym zgłoszeniem. Zazwyczaj jest to kwota w granicach 500-1000 zł. Przy niewielkiej wierzytelności uiszczanie zaliczki może być po prostu nieopłacalne.

W przypadku, gdyby wierzytelność nie została uiszczona na liście, wraz ze sprzeciwem należy także uiścić opłatę sądową w wysokości 200 zł. Tyle samo wynosi też ewentualna opłata od zażalenia na postanowienie sędziego-komisarza oddalające sprzeciw.

Czy wierzyciel ma wpływ na sposób prowadzenia postępowania upadłościowego? Czy może sprzeciwiać się niegospodarności syndyka?

Każdy wierzyciel, który zgłosił swoją wierzytelność, jest uczestnikiem postępowania upadłościowego. Oznacza to, że przysługuje mu uprawnienie do przeglądania w sądzie akt postępowania. Warto to robić, ponieważ syndyk ma obowiązek nie rzadziej niż co trzy miesiące składać do akt pisemne sprawozdania z dokonanych czynności oraz sprawozdania rachunkowe. Ich lektura pozwala śledzić na bieżąco przebieg upadłości i działania syndyka.

Wierzyciel ma prawo pisemnie zwrócić uwagę sędziemu-komisarzowi na uchybienia syndyka. Sędzia-komisarz może m.in. udzielić syndykowi upomnienia lub wymierzyć mu grzywnę w wysokości do 30.000 zł. Wierzyciel może także złożyć wniosek o powołanie tzw. rady wierzycieli. Rada nadzoruje i kontroluje działania syndyka, a niektórych czynności takich jak np. zawarcia ugody czy zaciągania pożyczek syndyk nie może wykonać bez uprzedniej zgody rady. W skrajnych przypadkach ustawa pozwala także na złożenie wniosku o odwołanie syndyka z uwagi na popełnione uchybienia i powołanie na jego miejsce innego. Wniosek taki rozpatruje sąd upadłościowy.

Czy Pana zdaniem dochodzenie wierzytelności w postępowaniu upadłościowym wymaga zatrudnienia profesjonalnego pełnomocnika? Z jakim ewentualnym kosztem powinien się liczyć przedsiębiorca?

To zależy od stopnia skomplikowania sprawy. Zgłoszenie oczywistej, bezspornej wierzytelności jest czynnością, którą można wykonać samodzielnie. Jeżeli jednak wierzytelność nie została uznana na liście i pojawia się konieczność złożenia sprzeciwu, a także gdy mamy wątpliwości co do działań syndyka, doradzałbym jednak skorzystanie z pomocy profesjonalisty. Drugiej szansy na choćby częściowe odzyskanie należności najczęściej już nie będzie. Koszty pomocy będą uzależnione od koniecznego nakładu pracy.

Coraz więcej upadłości w 2013 r.

Wojciech Piłat        13 czerwca 2013        7 komentarzy

Już ponad miesiąc temu prognozowano, że obecny rok ustanowi rekord jeżeli chodzi o liczbę ogłoszonych upadłości w naszym kraju.

Z informacji, które do mnie docierają, wynika, że tendencja ta ma niestety charakter wzrostowy. To,  że po raz pierwszy za rządów obecnej ustawy przekroczona zostanie granica tysiąca upadłości w roku, wydaje się już pewne. Pytanie, czy jednocześnie nie zostanie „osiągnięta” bariera 1.500 bankructw?

Pewne jest, że sytuacji nie uzdrowi serwowane nam przez „Najukochańszego Ministra Wszystkich Polaków” uszczelnienie systemu podatkowego. Jak podaje w swoim raporcie prof. Jerzy Hausner, do branż najbardziej zagrożonych obecnie upadłością zaliczają się wszelkiej maści branże „usługowe” ( turystyka, gastronomia, telekomunikacja, usługi finansowe itp.). Spadek konsumpcji wymuszony podatkową koniecznością zaciskania pasa (który to już raz?) z pewnością nie przysporzy przychodów firmom walczącym o przetrwanie w tych dziedzinach działalności.

Jednocześnie przedłużają się prace nad kompleksową nowelizacją prawa upadłościowego i naprawczego. Projekt wciąż nie jest ukończony, a realny termin jego przedstawienia to podobno dopiero przyszły rok.

Smutne, że jak co roku, większość upadłości zakończy się likwidacją firm, zamiast dać im szansę na najkorzystniejszą dla wszystkich zainteresowanych (czyli sensu largo każdego z nas!) opcję, w postaci restrukturyzacji i dalszej kontynuacji działalności.

Wydanie przez Sąd tego wyroku jest już wiadomością publiczną (patrz choćby tu). Ponieważ jednak komunikaty prasowe różnie przekazują jego treść, pozwolę sobie podać kilka precyzujących szczegółów.

Wyrokiem (nieprawomocnym) z dnia 19.04.2013 r. Sąd Okręgowy:

  • przyznał wnioskodawcy kwotę 50.000,- zł tytułem zadośćuczynienia z odsetkami od dnia uprawomocnienia się wyroku
  • przyznał wnioskodawcy kwotę 403.531,60 zł tytułem odszkodowania z odsetkami od dnia uprawomocnienia się wyroku
  • w pozostałym zakresie wniosek oddalił oraz zniósł koszty postępowania

Główne tezy obszernego ustnego uzasadnienia wyroku wygłoszonego przez przewodniczącego SSO Piotra Gąciarka brzmiały następująco:

  • co do zasady roszczenia z całą pewnością wnioskodawcy przysługują – czego zresztą prokuratura nie kwestionowała. Bezspornie zatrzymanie było bezpodstawne, tym bardziej, że nie doszło nawet do procesu sądowego.
  • stopień pokrzywdzenia wnioskodawcy wskutek nieuzasadnionego zatrzymania Sąd ocenił jako drastyczny. Jego życie uległo całkowitemu załamaniu
  • poniesiona szkoda nie wynika z samego faktu pozbawienia go wolności na okres sześciu dni, lecz jest znacznie szersza, wynika wprost z faktu zatrzymania, co spowodowało nieodwracalną utratę reputacji osobistej i zawodowej. Skutki tego wnioskodawca ponosi do dzisiaj
  • stopień pokrzywdzenia jest tym bardziej większy z uwagi na medialny charakter sprawy, co spowodowało powszechność informacji o zatrzymaniu i aresztowaniu
  • wątpliwości budzić może wypływ informacji do mediów w toku sprawy, działanie w celu jej nagłośnienia w mediach, czego w żaden sposób nie można pogodzić z dobrem śledztwa. Istnieje podejrzenie, że intencją organów ścigania było nagłośnienie medialne sprawy, a informacje te mogły być przekazywane mediom bezpośrednio przez te organy, co nie tylko szkodziło sprawie, ale i zwiększyło uszczerbek wnioskodawcy
  • odnośnie kwoty odszkodowania – należy przyjąć, że jedynym powodem utraty pełnionego stanowiska było zatrzymanie. Gdyby nie zatrzymanie, to nawet w innym miejscu pracy wnioskodawca z uwagi na swoje kwalifikacje zarabiałby nie mniej, niż na stanowisku prezesa WNT
  • wysokość odszkodowania wynika z pomnożenia kwoty zarobków netto przez okres od dnia zatrzymania do dnia oznaczonego w piśmie aktualizującym wniosek (40 miesięcy)
  • wysokość zadośćuczynienia nie jest regulowana żadnymi przepisami, Sąd posiłkował się tu dorobkiem orzecznictwa w tym zakresie, również w sprawach zadośćuczynienia bliskim z tytułu śmierci osób najbliższych. W kontekście powyższego Sąd uznaje za adekwatną kwotę 50.000 zł